sobota, 10 lutego 2018

Jak opodatkowane są (lub powinny być) zyski ze sprzedaży kryptowalut?

Temat nie jest nowy. Na fali rosnącej wartości Bitcoina wiele osób, które niejednokrotnie z czystej ciekawości zakupiły onegdaj jakieś jednostki tejże kryptowaluty, chętnie by je teraz spieniężyło. Jednak szybki research w Interencie prowadzi do smutnej konstatacji, że niestety kosztuje to (w zależności od progu podatkowego) od 18 do 32% podatku od dochodu (przychód minus koszty nabycia kryptowaluty). W praktyce jednak często od przychodu, jako że albo wydatki na nabycie jednostek Bitcoina były pomijalne, albo też nie ma ich jak wykazać. Ministerstwo Finansów interpretuje bowiem powszechnie kryptowaluty jako rodzaj praw majątkowych (?) i tym samym jeśli ich sprzedaż nie jest związana z prowadzoną działalnością gospodarczą, uważa że przychód z tego tytułu należy zakwalifikować do źródła określonego w art. 18 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, czyli do przychodów z praw majatkowych. Kwalifikacja ta jednak jest równie dobra (albo równie zła) jak potraktowanie kryprowalut jak rzeczy i opodatkowanie ich na podstawie art. 10 ust.1 pkt. 8 PIT. Takie rozwiązania przyjęli poniekąd austriacy, ale było to prostsze bo ichniejsze pojęcie dóbr rzeczowych (Wirtschaftsgüter) obejmuje także te niematerialne (unkörperliche). Kryptowaluty zaś w polskim rozumieniu nie są ani prawem ani rzeczą. To drugie jest intuicyjnie oczywiste. To pierwsze mniej. Istota prawa jednak polega na tym, że będąc z niego uprawnionym mogę się czegoś od kogoś domagać skutecznie (czytaj: wystąpić z odpowiednim roszczeniem przed sądem). A z jakim to roszczeniem i przeciwko komu mógłby wystąpić jako posiadacz jednostek kryptowaluty?
Analizując to zagadnienie według polskiej ustawy podatkowej nie można oprzeć się wrażeniu, że Ministerstwo Finansów spośród trzech możliwych sposobów opodatkowania zysków ze sprzedaży kryptowalut, wybrało ten najbardziej dolegliwy dla podatników. W przypadku bowiem uznania, że kryptowaluty są "innymi rzeczami", podstawowa różnica polegałaby na nieopodatkowaniu zysków z ich sprzedaży, o ile tylko sprzedaż nastąpiłaby po upływie 6 miesiecy od nabycia. Takie rozwiązanie zastosowała wspomniana powyżej Austria, choć tam okres ten wynosi 1 rok. Podobna zasada obowiązuje w Niemczech, z tą jednak różnicą że tam kryptowaluty są traktowane jak prywatny środek płatniczy i jednostka rozliczeniowa i ich "wymiana" jest opodatkowana tak jak wymiana walutowa. Gdyby zaś w Polsce Bitcoin uznany została za "walutę", to konsekwetnie należałoby przyjąć, że jego wymiana na PLN lub EUR, o ile nie dokonuje się w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, nie podlega w ogóle opodatkowaniu. W Polsce bowiem obowiązek (ale też i prawo) do identyfikowania podatkowych zysków i strat z różnic kursowych mają tylko przedsiębiorcy. Osoby prywatne zarabiając na spadku kursu EUR lub tracąc na wzroście kursu CHF, nie poniosą z tego tytułu żadnych kosztów podatkowych (ani też nie uzyskają korzyści).
Ale pomimo dominującej linii iterpretacyjnej MF oraz niektórych orzeczeń sądów administracyjnych, podatkowe potraktowanie kryptowalut jak waluty, nawet w obowiązującym systemie prawnym nie jest takie absurdalne. Oficjalna definicja waluty znajduje się bowiem w art. 2 ust. 1 pkt. 10) ustawy Prawo dewizowe i stanowi, że: "walutami obcymi są znaki pieniężne (banknoty i monety) będące poza krajem prawnym środkiem płatniczym, a także wycofane z obiegu, lecz podlegające wymianie; na równi z walutami obcymi traktuje się wymienialne rozrachunkowe jednostki pieniężne stosowane w rozliczeniach międzynarodowych". Osobno definuje się waluty wymienialne i tu sprawa jest dość oczywista, bo są one wyraźnie wskazane przez odesłanie, a NBP publikuje ich średnie kursy. Jednak silne utożsamienie pojęcia waluty i waluty wymienialnej oraz koncentracja na pierwszej częsci powyższej definicji ("banknoty i monety") spowodowała, że Bitcoin w przedbiegach przegrał batalię o walutę. A niesłusznie. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie aby uznać go za "wymienialną, rozrachunkową jednostkę pieniężną". Tym bardziej, że za taką jednostkę lub co najmniej za środek płatniczy uznaje go conajmniej kilka państw, których waluty są wymienialne według NBP, począwszy od Japonii poprzez Australię, a skończywszy na Niemczech i Luksemburgu. Może warto powalczyć.
Na koniec należałoby dodać, że absurdalną konsekwencją uznania Bitcoina za prawo majątkowe jest obowiązek odprowadzenie PCC od transakcji jego sprzedaży. (Interpretacja indywidualna z dnia 5 grudnia 2017 r.0114-KDIP3-2.4014.94.2017.2.MZ)