poniedziałek, 11 marca 2019

Czy bogaci płacą w Polsce zbyt niskie podatki?



Trudno powiedzieć. Wiele bowiem zależy od tego gdzie postawimy granicę owych „zbyt niskich podatków”. Dla osób o bardziej liberalnych przekonaniach wydaje się że wszystko jest OK. Podatki są bowiem albo proporcjonalne do dochodu (więcej zarabiający płacą nominalnie więcej) albo nawet progresywne (dwie skale podatkowe 18% i 32% oraz obowiązująca od tego roku danina solidarnościowa 4% od dochodów powyżej 1 mln zł rocznie). Jeśli jednak spojrzymy na zagadnienie z punktu widzenia bardziej utylitarnych koncepcji sprawiedliwości, oraz z punktu widzenia całości obciążeń daninami publicznymi w relacji do dochodu, to ujawnia się kilka osobliwości, które wydają się sprzeczne z naszymi sprawiedliwościowymi intuicjami.
Weźmy dwie rodziny polskie, małżeństwo z dwójką dzieci w tym jedno pełnoletnie (eliminujemy efekt programu 500+). W rodzinie A pracują oboje małżonkowie osiągając dochód brutto łączny w wys. 155.000 zł, który przekłada się na dochód netto w wys. ok. 108.000 zł. Posiadają jeden dom mieszkalny w gminie Zielonki pod Krakowem o powierzchni 200 m2, zlokalizowany na działce 700 m2, o wartości ok. 850 tys. zł, oraz dwa samochody (z uwagi na odległość muszą dojeżdżać do pracy samochodami oraz odwozić dzieci do szkoły). Udaje im się zaoszczędzić ok. 20.000 zł rocznie. Pozostały dochód przeznaczają na konsumpcję w tym ok. 12.000 zł na paliwo. Dochody rodziny B to zysk przedsiębiorcy wynoszący rocznie ok. 1.000.000 zł brutto, co do którego wybrano opodatkowanie płaską stawką 19% PIT. Firma zarejestrowana jest na jedną osobę (tylko jedna osoba opłaca składki emerytalno-rentowe). Posiadają tylko jeden luksusowy samochód na wyjazdy wakacyjne, który rocznie robi ok. 10.000 km (na co dzień poruszają się taksówkami lub komunikacją miejską). Posiadają luksusowy apartament w centrum Krakowa o pow. 200 m2 (o wartości ok. 3 mln zł) oraz wakacyjny apartament w Gdyni – Orłowo (70 m2 o wartości ok. 1 mln zł) jak też dom w Kasinie Wielkiej w pobliżu stacji narciarskiej wraz z niewielkim gospodarstwem rolnym (2 ha) o wartości ok. 750 tys. zł. Rocznie na opodatkowaną VAT-em konsumpcję wydają ok. 240 tys zł.
Poniższa tabela pokazuje poziom ich obciążeń daninami publicznymi uwzględniający nie tylko podatek dochodowy od osób fizyczny ale także składki ZUS (których pracownicy najczęściej nie widzą), podatek VAT ukryty w cenie konsumowanych dóbr, akcyzę w cenie benzyny oraz podatek od nieruchomości. 

Jak widać relacja obciążeń z tytułu podatku dochodowego do dochodu brutto, wskazuje na proporcjonalnie niższe obciążenie rodziny niżej uposażonej. W istocie jest ono nieco pozorne, ze względu na to, że w dochodzie brutto powyżej uwzględnione są składki na ubezpieczenie społeczne, także stanowiące daninę publiczną. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę wszystkie pozostałe daniny obciążające obie rodziny, to widać wyraźnie, że proporcja ta zmienia się istotnie na korzyść rodziny wyżej uposażonej. Te pozostałe daniny w relacji do dochodu stanowią dla niej bowiem istotnie mniejsze obciążenie. Szczególnym przypadkiem jest podatek od nieruchomości, który jako podatek majątkowy winien prowadzić do wyższego opodatkowania osób posiadających majątek o większej wartości. Przede wszystkim jednak jego udział w całości obciążeń jest znikomy. Dodatkowo jego konstrukcja w Polsce odrywa się całkowicie od wartości nieruchomości (opodatkowana jest tylko powierzchnia). W przypadku zaś gospodarstwa rolnego (choćby nieaktywnego) podatku od nieruchomości nie płaci się w ogóle, płacąc w jego miejsce podatek rolny, który w wielu miejscowościach górskich (choćby turystycznych) jest zerowy z uwagi na kategorię gruntu uprawnego. W efekcie rodzina A posiadając nieruchomość o wartości 850 tys. zł płaci wyższy podatek z tego tytułu, niż rodzina B posiadający trzy nieruchomości o łącznej wartości 3,7 mln zł. Dla tego rozkładu tej daniny nie sposób znaleźć jakiegokolwiek uzasadnienia, poza historycznym. Drugi szczególny przypadek to VAT i akcyza. Udział tych danin od konsumpcji jest w obu przypadkach znaczny i w przypadku Rodziny A porównywalny z podatkiem dochodowym. W przypadku zaś rodziny B jest nominalnie wyższy (bo wyższy jest jej poziom konsumpcji), ale istotnie niższy w relacji do dochodu (gdyż rodzina ta konsumuje tylko część swojego dochodu). Z punktu widzenia konstrukcji tego podatku, można powiedzieć, że nie ma tu nic nadzwyczajnego. Opodatkowuje on konsumpcję co oznacza, że im ktoś więcej konsumuje tym więcej go płaci. Jeśli jednak zważymy, że jest on tylko jedną z danin podlegających redystrybucji i że z punktu widzenia jego udziału w budżecie państwa (ok. 2/3) jest daniną kluczową, oraz że nie sposób uniknąć pewnej minimalnej konsumpcji, to dojdziemy do wniosku że istotna część transferów społecznych finansowana jest przez relatywnie mniej zamożne grupy podatników. Stan ten jednak utrzymuje się (nie tylko w Polsce, ale i we wszystkich krajach gdzie istnieje system podatku od wartości dodanej) jako że podatek VAT, ukryty w cenie kupowanych towarów i usług, nie jest postrzegany jako danina płacona przez konsumenta.
Trzecia różnica to istotnie niższe zobowiązania z tytułu ZUS w rodzinie B, które są pochodną różnic w obciążeniu składkami ZUS dochodów pracowniczych i dochodów przedsiębiorcy, powodując wskazany powyżej klin podatkowy. Tu konieczne są dwie uwagi. Po pierwsze składki ZUS mają przynajmniej w teorii swój ekwiwalent w postaci świadczeń emerytalno-rentowych,  czy chorobowych. Czym mniej zatem ktoś ich płaci tym niższe będą te świadczenia. Tyle tylko, że świadczenia owe są przyszłe i niepewne. System świadczeń emerytalno-rentowych był tak często modyfikowany, że próba powiązania ewentualnych składek płaconych przez pracodawców naszych dziadków z ich późniejszymi emeryturami nie ma żadnego sensu. Po drugie, o ile przedsiębiorca ma możliwość wyboru podstawy ubezpieczenia i może płacić wyższe składki, o tyle pracownik nie. Danina ta zatem jest bezwzględnie przymusowa i podobnie jak w przypadku VAT-u, właściwie niedostrzegalna dla pracownika.
Wyciąganie z powyższego wniosku o istotnym niedociążeniu rodziny B daninami publicznymi, poza dość oczywistym przypadkiem podatku od nieruchomości, mogłoby być przedwczesne z uwagi na wspomniany wyżej efekt behawioralny. W rodzinie B jedynym źródłem przychodów jest działalność gospodarcza prowadzona przez jednego z małżonków. Wśród ekonomistów panuje dość powszechna zgoda, że o długookresowym, stabilnym wzroście dobrobytu mierzonego głównie poprzez PKB decyduje wzrost przedsiębiorczości oraz idący za nią wzrost inwestycji. Większy dobrobyt oznacza zatem więcej zasobów, które mogą być przedmiotem ewentualnej redystrybucji. Zresztą sam wzrost PKB jest silnie skorelowany ze wzrostem dochodów ludności i nawet jeśli ten wzrost nie jest rozłożony równomiernie, to bez wątpienia przyczynia się do redukcji poziomu biedy. Stąd też polityka publiczna powszechnie kreowana jest jako sprzyjająca przedsiębiorczości, w szczególności sprzyjająca inwestycjom, a w ostatnim okresie głównie inwestycjom w nowe technologie. Jest to szczególnie istotne w obszarze małych i średnich przedsiębiorstw, które są najmniej stabilne i dla których bariery wejścia na rynek są najtrudniejsze do pokonania. Stąd wiele państw tworzy szczególne instrumenty polityki fiskalnej wspierające te przedsiębiorstwa. Ich oczywistym efektem ubocznym jest, w przypadku przedsiębiorstw prowadzonych z sukcesem, ich podatkowe uprzywilejowanie. Jednak całościowe spojrzenie na skutki takiej polityki musi obejmować również analizę średniej rentowności z zainwestowanego kapitału oraz liczbę ogłaszanych upadłości. Są one bowiem pewną miarą podejmowanego przez podatników ryzyka. Odwrotna polityka, skierowana na równomierne obciążenie działalności gospodarczej i innych źródeł przychodów stwarza zagrożenie istotnego ograniczenie przedsiębiorczości, działalności inwestycyjnej i podważenia podstaw długoterminowego, stabilnego wzrostu gospodarczego.
Osobną kwestią jest obawa przed ucieczką części bazy podatkowej. Działalność gospodarcza, z uwagi na zasadę samoobliczania podatku jest szczególnie narażona na ten efekt. Zwiększanie kosztów prowadzanie działalności gospodarczej, poprzez zwiększanie danin publicznych prowadzi wprost do zmniejszenia deklarowanych podstaw opodatkowania. I niekoniecznie musi to być związane z ucieczką do szarej strefy, a tzw. uszczelnianie systemu podatkowego w zakresie podatków dochodowych wykazuje niewielkie efekty, a pociąga za sobą znaczne koszty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz